środa, 6 marca 2019

KIEDY PAN PIECHO GRYZIE Brian Conaghan


Kiedy zobaczyłam zapowiedź książki Briana Conaghana, byłam pewna, że to tytuł dla mnie. „Kiedy pan piecho gryzie” to opowieść o nastolatku z zespołem Touretta, co z punktu widzenia nauczyciela dzieciaków ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, było świetną okazją do spojrzenia na świat oczami moich uczniów właśnie.


I tak  było. Nie zawiodłam się absolutnie. Może fabuła nie była w żaden sposób zaskakująca i łatwo było przewidzieć rozwój sytuacji oraz zakończenie historii, ale absolutnie mi to nie przeszkadzało. Sama narracja była na tyle zabawna, a postać chłopaka tak dobrze wykreowana, że z przyjemnością siegałam po tę książkę.

Dylan Mint podejrzewa, że wkrótce umrze, a przed śmiercią chce zmienić otaczający go świat. Swego przyjaciela, Pakistańczyka, chce uchronić przed rasistowskimi atakami ze strony rówieśników. Ojca sprowadzić do domu ze strefy wojny. A samemu posmakować „miłości”. Jak mu idzie? To już trzeba przeczytać samemu.

Co mi podobało się najbardziej? Poczucie humoru, błyskotliwość, dystans i samoakceptacja głównego bohatera. Autor książki świetnie pokazuje świat oczami nastolatka z problemami. Dylan wie, że jest inny w oczach „normalnych” , którzy się z niego śmieją. Sam uważa, że nie pasuje do szkoły dla „spazmatyków” i okrutnie nie lubi być traktowany właśnie jakby był „inny”. On tak samo, a może i bardziej,  pragnie równego traktowania, przede wszystkim właściwego dla swego wieku. Pragnie bliskich relacji, przyjaźni i miłości.  Jest bystry, grzeczny i dobrze wychowany. Przekleństwa, które wychodzą z jego ust są wynikiem tylko i wyłącznie jego choroby. 

Moje dzieciaki w szkole są nieco młodsze, ale dokładnie tak samo jak Dylan patrzą na świat. To właśnie od osób ze specjalnymi potrzebami moglibyśmy uczyć się wrażliwości, niezgody na nierówność społeczną i samoakceptacji.

Książkę Conaghana z całego serca polecam. Ubawicie się i jeszcze zostaniecie zmuszeni do refleksji. Czego chcieć więcej?

sobota, 2 marca 2019

IZABELA KRASIŃSKA na gorąco tuż po premierze "NAJLEPSZEJ PRZYJACIÓŁKI"

Jestem niezmiernie szczęśliwa prezentując Wam nową serię u Londyneczki. Wywiady z Autorami. Zawsze kończąc lekturę książki mam w głowie tyle pytań, które chciałabym im zadać. A przecież mam taką możliwość!!!
Zatem z radością oddaję Waszej lekturze rozmowę z Izabelą Krasińską. Niezmiernie ciepła i zabawna kobieta. A jej nowa powieść to zaskoczenie. Do recenzji odsyłam linkiem i życzę przyjemnej lektury :)

Krótkie pytanie, krótka odpowiedź:

Najprzyjemniej pisze mi się, gdy jestem wypoczęta i jest cicho dookoła.
Moim pierwszym czytelnikiem jest moja mama.
Moim ulubionym autorem / książką jest „Stado”, „Złodziejka książek”, natomiast autorzy… Remarque, Tochman, Twardoch, Zola, Balzac, Hemingway i wielu innych.
Nigdy nie byłam w stanie przeczytać do końca książek Gombrowicza. :P
Gdybym nie pisała książek, to te wszystkie pomysły, które tworzą się w mojej głowie chyba doprowadziłyby mnie do szaleństwa. J
Zaczęłam pisać, bo od dziecka miałam taką potrzebę. Moim przodkiem był Zygmunt Krasiński, więc może geny się o mnie upomniały. J
Kartka i długopis, czy komputer – zdecydowanie komputer, choć często zapisuję (po francusku, żeby od razu ćwiczyć język) na karteczkach (lub w notatniku w telefonie) pomysły do książek.
Nocny marek, czy ranny ptaszek – ranny ptaszek. J
Kawa, czy herbata – raz dziennie kawa, potem dużo herbaty.
Słodko, czy słono – częściej słodko, choć ostatnio wygrywają orzeszki ziemne.
W mojej duszy gra kakofonia dźwięków i emocji. Jak niemal każda kobieta, mam w mózgu pootwierane dziesiątki przeglądarek (z dźwiękiem), dlatego potrafię swobodnie przechodzić z tematu do tematu i robić wiele rzeczy naraz. Faceci tak nie umieją :P
Serce bije mi szybciej,  gdy zbliża się premiera mojej nowej książki, gdy jestem na koncercie Garou, gdy dostaję ataku furii (bo ja straszny furiat jestem) oraz... przy moim narzeczonym. :P
Uśmiecham się,  gdy czytam rzetelną recenzję mojej książki, gdy jestem spokojna i szczęśliwa, gdy wspominam miłe zdarzenia.
Mam gęsią skórkę, gdy jadę autem w nieznaną trasę. Mimo że jeżdżę już ponad 4 lata, nadal boję się nowych miejsc, no bo gdzie ja zaparkuję lub zawrócę? No i kochane ronda… :D 
Największe marzenie literackie – napisać książkę na poziomie Twardocha lub Tokarczuk. To nieosiągalne mistrzostwo, ale i wielka inspiracja.  

Przejdźmy do Twojej najnowszej książki. W ubiegłą środę (27 lutego) premierę miała „Najlepsza przyjaciółka”.


Jakie uczucia towarzyszą Ci w dniu premiery najnowszej książki?
Jestem szczęśliwa, bo książka została ciepło przyjęta, wzbudza ogromne emocje i jest nieprzewidywalna. W dniu premiery dostałam mnóstwo gratulacji i życzeń, za co jeszcze raz serdecznie dziękuję. 

Skąd inspiracja do napisania „Najlepszej przyjaciółki”?
Zawsze zastanawiało mnie, skąd biorą się toksyczne przyjaźnie. W miłości wiadomo – działa chemia, zakochanie, żądze, uzależnienie od partnera może być naprawdę duże i spowodowane wieloma czynnikami, czasami czysto ekonomicznymi. Nie zawsze można odejść od ukochanej osoby. No, ale przyjaźń? Przecież tu nikt nie trzyma nas na siłę, teoretycznie w każdej chwili możemy zakończyć taką relację. Dlaczego więc dzieje się tak, że osoba, która podaje się za naszą przyjaciółkę/przyjaciela powoli i skutecznie przejmuje kontrolę nad naszym życiem? Zaczyna nas kształtować wedle własnych gustów, często odsuwa nas od rodziny, znajomych, zaczyna zachowywać się jak zazdrosny partner. Poddajemy się temu, bo już przesiąkliśmy toksycznymi zależnościami od tej osoby. Zmanipulowała nas do tego stopnia, że nie umiemy i nie chcemy bez niej żyć. Resztki rozsądku podpowiadają, by uciekać, ale często jest już za późno…

Jak postrzegasz swoje przyjaźnie z kobietami?
Mam kilka zaufanych przyjaciółek i jest mi z tym dobrze. Ludzie dosyć szybko się do mnie przekonują i szybko ze mną spoufalają, ale u mnie działa to zupełnie odwrotnie. Mam kocią naturę i jestem równie nieufna jak koty. Mam za sobą kilka fatalnych wspomnień związanych z bliższymi i dalszymi koleżankami, dlatego nigdy nie szukałam przyjaciółki. Te, które mam, są rewelacyjne i uwielbiam się z nimi widywać. No i są moimi najwierniejszymi czytelniczkami. :D

Czym nowa powieść wyróżnia się na rynku wydawniczym? Czym zaskoczysz czytelnika?
Okładka i tytuł sugerują, że to kolejna obyczajówka o przyjaźni i kobiecych perypetiach miłosnych. Nic bardziej mylnego. Okładka zwodzi, a tytuł jest boleśnie ironiczny. Owszem, powieść zaczyna się spokojnie, ale z każdym kolejnym rozdziałem (i wpisem w pamiętniku Elwiry) zaczyna robić się… niebezpiecznie, wręcz mrocznie. Zakończenie to już czysty thriller. :D Pierwsze relacje czytelników to potwierdzają, są w (pozytywnym) szoku. :P

Jak oceniasz współpracę z Wydawnictwem?  (Czwarta Strona)
Trafiłam na sympatycznych i pomocnych ludzi, a to wielkie szczęście dla autora. Mogę im powiedzieć o wszystkim, co mi się nie podoba i obgadujemy to tak długo, aż dojdziemy do konsensusu. Zawsze chcą dla mnie najlepiej i to doceniam. Mam nadzieję, że nasza dalsza współpraca będzie równie owocna i ciekawa.

Jak podoba Ci się okładka? Czy był to celowy zabieg, by swoją sielankowością myliła ona czytelnika?
Oczywiście. :D Sądząc po opiniach, wszyscy dali się nabrać. :D I dobrze. Trzeba uważać na słodkie okładki, jak i fałszywych i toksycznych przyjaciół. Pozory mylą…

Ulubiony bohater Twojej nowej powieści?
Jakub. Może i wydaje się bierny, słaby, bezsilny, ale trzeba wiedzieć, że pierwszy raz spotkał się z taką sytuacją. Każdy z nas byłby na jego miejscu tak samo zdezorientowany i zrozpaczony. To dobry chłopak, bardzo kocha  Asię, ale i jego w końcu dopada zwątpienie. Ratuje tym samym siebie przed szaleństwem i marazmem, w jaki popadł. Trafił na przeciwnika, z którym nie umie wygrać i to go załamuje.

Kreacja którego z bohaterów sprawiła Ci najwięcej trudności?
Elwiry oczywiście. Trudno jest kierować postępowaniem osoby niepoczytalnej, która udaje, że jest normalna. :D Elwira jest niejednoznaczna. Z jednej strony ma za sobą dramatyczne przeżycia, z drugiej ujawnia się jej mroczna natura. Nie jest łatwo zapanować nad taką osobowością. Musiałam jej pilnować od początku do końca. :D

To Twoja czwarta powieść, która jest Twoją ulubioną?
Największy sentyment mam do drugiej, tj. „Za głosem serca”. Kiedy ją pisałam, towarzyszyło mi mnóstwo skrajnych emocji. Lubię ją, bo zawarłam w niej moje ulubione motywy: femme fatale, śmierci i zdrady. 

Jakie dalsze plany literackie?  Czy możemy spodziewać się kontynuacji wątku z „Najlepszej przyjaciółki”?
Nie wykluczam tego, mam nawet pewien pomysł, ale nic na siłę. Teraz piszę serię o pokoleniu trzech kobiet: matki, córki i wnuczki. Ich historia zaczyna się jeszcze w XIX wieku, a zakończy w teraźniejszości. Przyznaję, że to bardzo duże wyzwanie, ale robię wszystko, by podołać temu zadaniu. Pierwszy tom tej serii ukaże się jeszcze w tym roku. 

Co doradziłabyś osobom chcącym rozpocząć swoją przygodę pisarską?
Nie poddawać się, jeśli wydawnictwa nie odpiszą od razu. Mają na to pół roku, a czasami nie odpowiadają wcale. Debiutant ma tak samo ciężko, jak nowy pracownik czy stażysta. Mało umie, a wszyscy się go czepiają. :D Z każdą kolejną książką szlifuje się styl i warsztat pisarski, ale i zaczyna rozumieć prawa, jakimi rządzi się rynek wydawniczy. Ważne, by trafić na dobre wydawnictwo. Odradzałabym te, gdzie trzeba współfinansować wydanie powieści. Jak już powiedziałam: nic na siłę. Pisanie ma sprawiać przyjemność i rozwijać. Jeśli jesteśmy nastawieni tylko na zyski finansowe to cóż… Trzeba chyba zmienić sektor. Z pisania ciężko się utrzymać, udaje się to tylko niewielu. No i na koniec: trzeba mieć ciekawy pomysł, najlepiej coś, czego jeszcze nie było. To jest dopiero wyzwanie! 

Autorce bardzo dziękuję bardzo za rozmowę, Wydawnictwu Czwarta Strona za okazję do wywiadu, a Wam życzę przyjemnych chwil z Najlepszą Przyjaciółką.

niedziela, 24 lutego 2019

NAJLEPSZA PRZYJACIÓŁKA Izabela M. Krasińska

Niech nie zmyli Was okładka! 
"Najlepsza przyjaciółka" to thriller w nurcie obyczajowym ;-)
Jeśli podobała Wam się "Ta dziewczyna", śmiało sięgajcie po najnowszą powieść Izabeli Krasińskiej.




Początek historii pozwolił mi myśleć, że oto mam w rękach kolejną, może nieco naiwną powieść dla kobiet przez trzydziestką. Mamy tu parę wijącą swoje miłosne gniazdko, mamy nieco nieśmiałą nową przyjaciółkę głównej bohaterki. Sama słodycz, miód i orzeszki. Ale... ktoś tu zaczyna mieszać.

I pojawia się pytanie, kto jest czarnym charakterem historii? Akcja przyspiesza, intryga się zagęszcza, a Wy sami nie wiecie, kiedy przeczytaliście już trzy czwarte książki. A gdy już wiecie, kto jest tym "złym", czytacie z nadzieją, że historia nie zakończy się tragicznie. 

Ale ja nic nie powiem! Spoilerów nie będzie! Powiem Wam tylko, że po tę książkę naprawdę warto sięgnąć! Trzyma w niepewności, trochę drażni, ale w ten każący czytać dalej sposób. A to bardzo lubię! Tak jak zaczęłam czytać po południu, w nocy było po książce, a dzień ów zaliczyłam do udanych :)



Wydawnictwu CZWARTA STRONA dziękuję za zaufanie i patronat medialny nad tytułem.

niedziela, 7 października 2018

ZACZEKAJ NA MNIE Lidia Liszewska i Robert Kornacki


I znów mam to uczucie, jakby któś skrobał moją duszę. Tym razem palcem od środka drapał świeże jeszcze rany. Co Wy ze mną robicie, drodzy Lidio i Robercie, że w Waszych książkach i Waszej wrażliwości przeglądam się jak w lustrze. I choć płaczę, to przez łzy czytam dalej, tak bardzo szukając happy endu historii własnego życia.


Ale dość tej wycieczki po zakamarach własnej duszy. Przejdźmy do meritum.
„Zaczekaj na mnie” to kontynuacja debiutanckiej powieści „Napisz do mnie” Lidii Liszewskiej i Roberta Kornackiego. Książki dla mnie wyjątkowej, o czym już wspominałam na Instagramie, bo od niej zaczęła się moja przygoda recenzencka. Wyjątkowa również, a raczej przede wszystkim dlatego, że tak bardzo dotknęła mojej duszy i zapadła w zakamarkach mojej pamięci. Tak bardzo, że drugiego tomu nie mogłam się doczekać, a gdy książka wpadła w moje ręce, wszystko zeszło na drugi plan. Ja po prostu czytałam...

Losy Kosmy i Matyldy już od pierwszych chwil ponownego spotkania wywołały u mnie potoki łez. A mogło być już tylko lepiej. Bo płaczesz człowieku nad sobą, nad swoją historią, którą tak bardzo odnajdujesz na kartach książki. I czytasz i czujesz wraz z bohaterami. Tępy ból serca, towarzyszący utracie staje się wręcz fizyczny. Jednak czytając, wciąż wierzysz Autorom, że bezsensowne rozstanie, błędne wybory, jeszcze można naprawić i pozwolić żyć miłości.
J.L.Wiśniewski znów trafnie napisał na okładkę książki: Istnieją miłości, z którymi nie potrafimy się pożegnać. Te najprawdziwsze, na które warto czekać. I o tym jest ta książka. I ja w to wierzę całym moim sercem. Zaczekam.

Tymczasem jakoś będę musiała wytrwać w oczekiwaniu na trzeci tom. A Wam drodzy moi, którzy być może jakimś jeszcze zrządzeniem losu nie zaprzyjaźniliście się z Kosmą i Matyldą, obie książki „Napisz do mnie” i „Zaczekaj na mnie”  serdecznie polecam. To mój absolutny numer jeden tego roku!

PS. Lidio i Robercie, serdecznie dziękuję za bardzo osobistą dedykację – to wiele dla mnie znaczy! Nie kryję również wzruszenia i zarazem cudownego poczucia sensu realizowania swojej pasji, które towarzyszyło mi, gdy w pełni zaskoczona odnalazłam swoje imię wśród podziękowań od Autorów na końcu książki.
Tak, ta Karolina wymieniona wśród blogerów, to ja :) Dziękuję!





niedziela, 20 maja 2018

ZAPYTAJ ASTRONAUTĘ Tim Peake


Kto czytał „Zapytaj astronautę”? Pewnie już wielu z Was. A kto jeszcze tego nie zrobił, szczerze polecam! Ta książka to zbiór przystępnie podanej wiedzy o kosmosie, którą każdy powinien mieć. To zestaw pytań do Tima Peake, brytyjskiego astronauty, który spędził pól roku w międzynarodowej stacji kosmicznej. Dla niego nie ma głupich pytań; cierpliwie i dowcipnie odpowiada na najbardziej nawet błahe pytania – jak umyć włosy w kosmosie lub udać się do toalety na tak zwaną dwójeczkę, po naprawdę poważne pytania objaśniające prawa fizyki w stanie nieważkości.


Formuła książki jest o tyle ciekawa, że autor odpowiada na pytania zadawane przez internautów, mamy tam pytania dzieci, dorosłych, osób anonimowych i znanych, o ile dobrze pamiętam pojawia się między innymi pytanie od Paula Mc Cartneya.

Ja przy lekturze książki zrobiłam jednak błąd, czytałam ją od deski do deski. A to jest książka, którą trzymać powinniśmy na nocnym stoliku i podczytywać po kawałku, po kilka pytań dla rozrywki. W przeciwnym razie książka może nas zmęczyć nadmiarem informacji, a szkoda by było zmarnować taką perełkę!

Czego mogłoby w książce być więcej? Zdjęć! Tych kilka fotografii zawartych w książce rozbudza nasz apetyty na więcej! Bo jakie my, przeciętni śmiertelnicy, mamy szanse na podróż w kosmos? No prawie żadne – a tak chociaż popatrzymy na ziemię z zewnątrz na fotografiach!

Mój ulubiony fragment książki? Gdy Tim Peake opowiada, jak podczas spaceru kosmicznego spojrzał w dół, a tam pod nogami, daleko, daleko w przestrzeni akurat przelatywała Australia... Jemu zakręciło się w głowie, gdy zdał sobie sprawę z abstrakcji tego doświadczenia – by ulżyć swoim dolegliwościom, poruszał palcami u nóg i pomogło.  No przyznajcie, kto by nie chciał spróbować?

Polecam lekturę, by chociaż przez chwilę pomarzyć o podróży w kosmos...


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Kobiece.


CAŁA W FIOŁKACH Agnieszka Olejnik


„Cała w fiołkach” to polska odpowiedź na Bridget Jones. To książka, przy której naprawdę można się uśmiechnąć i odpocząć. To przyjemna, lekka lektura na słoneczne popołudnie na łonie natury. Mamy tu opowieść o rodzinie, przyjaźni i odkrywaniu miłości na całe życie, a wszystko to ubrane w zabawne i zgrabne opakowanie.


Spotykamy tu Agatę, fotografkę z Bydgoszczy – nieco roztrzepaną, kochliwą, trochę pogubioną dziewczynę po trzydziestce. Dziewczyna ma grupę niezastąpionych przyjaciół, żadne choć  powierzchownie bogate życie uczuciowe i potłuchone życie rodzinne. I tak nasza bohaterka trafia najpierw do wątpliwej jakości wróżki, a następnie na psychoterapię. I tak zaczyna się jej życiowa przygoda z pewnym wilgotnookim mężczyzną w roli głównej,  mamą , macoszką i tatą, przybranymi siostrą i bratem w tle.

Co w tej książce bawi najbardziej? Język! Rażona piorunem w przeszłości przyjaciółka Iga z niesamowitym urokiem myli frazy i powiedzonka.

Czego bohaterom książki zazdroszczę? Wygranej w Lotto. Jak się okazuje – można wygrać fortunę i nie zwariować, a pieniądze używać, by czynić dobro! Tego mi chyba w życiu brakuje ;) Milionów na koncie... hahaha!

Czego w książce mi zabrakło? Jakby za szybko się skończyła. Historia na 400 stron rozwiązała się ledno na 5. Najsłodsza część książki, a taka krótka?! Składam sprzeciw. Poza tym, nie dowiedziałam się co z Igą – uwaga spoiler – chciałabym wiedzieć, czy ma  córcię, czy synka, i jak jej biznes?! A może będzie druga część? Dalsze losy naszej wesołej ekipy? Pani Agnieszko Olejnik – prosimy J

A może by tak serial TV? Naprawdę czytając tę książkę wyobrażałam sobie, któ mógłby zagrać główne role. Ale może niekoniecznie serial TVN – bo te traktują o nieco odrealnionych ludziach, tonących w luksusach i robiących cudowne kariery zawodowe , a we „Fiołkach” spotykamy ludzi takich jak my – i to jest najsilniesza strona tej książki.

Z przyjemnością polecam!

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

niedziela, 29 kwietnia 2018

ŻYCIE STEWARDESY Olga Kuczyńska


Opowiem Wam dziś o książce, do której podchodziłam trochę jak pies do jeża. Dlaczego? A bo moim zdaniem, nie każdy bloger musi pisać książki, a dziś o książce blogera będzie właśnie.

W połowie kwietnia swoją premierę miała książka Olgi Kuczyńskiej „Życie stewardesy”, która ukazała się nakładem – uwaga – National Geographic, a to zobowiązuje.


Od razu przyznaję, że od jakiegoś czasu Olgę i jej poczynania w internecie obserwuję i podczytuję, stąd w ogóle zainteresowanie jej książką.  Czy wszystko na jej profilach społecznościowych mi się podoba – skłamałabym, gdybym powiedziała, że tak, bo jej osobiste, duchowe opowieści mnie po prostu drażnią. No trudno, jeszcze się taki nie urodził, co by mu każdy dogodził.
Uwielbiam jednak jej opowieści traktujące stricte o pracy stewardesy i o jej przygodach z podróży. Bo ja po prostu uwielbiam latać, lotniska mnie ekscytują, turbulencje wzbudzją dreszczyk emocji, a lot w kabinie pilota, gdyby to było możliwe, byłby jednym z najpiękniejszych doświadczeń w życiu.

Zatem, w ten sam dzień, gdy książka do mnie dotarła, a było to jeszcze przed oficjalną premierą (tu przepraszam za spóźnioną recenzję), ochoczo zabrałam się za lekturę. I tak, jak do książki usiadłam, tak na drugi dzień ją skończyłam, bo czyta się ją bardzo dobrze i bardzo szybko. To trochę taki pamiętnik, zapis tego, jak marzenie o byciu stewardesą się rodziło i jak zostało zrealizowane. Dobra lektura, dla tych, którzy chcieliby poznać pracę załogi pokładowej od podszewki oraz realia panujące w tanich liniach lotniczych. To lektura dla tych, którzy marzą o Dalekim Wschodzie, bo Olga mieszkała i pracowała w Omanie. To naprawdę przykład przyjemnej książki na weekend w dodatku okraszonej naprawdę dobrymi zdjęciami autorstwa Olgi. Zatem może to dobry pomysł na ciepły majówkowy wieczór?

Co uważam za nieco słabszą stronę tej książki? Tak, jak już wcześniej wspomniałam... prywatne, duchowe zwierzenia Autorki. One moim zdaniem są w tej książce zupełnie niepotrzebne, nic do niej nie wnoszą. To jest książka o życiu stewardesy, a nie Olgi, więc chciałabym, żeby przede wszystkim było tu o stronie zawodowej, a nie prywatnej. To nie jest beletrystyka, to jest National Geographic.
Dalej odniosłam wrażenie, jakby książka nie miała zakończenia, jakby nagle się urywała. Może będzie kolejny tom? Tym razem o powrocie z Omanu do Polski i pracy dla LOT-u, bo tym teraz zajmuje się Autorka. 

Wreszcie od strony wydawniczej, książka z jednej strony jest wydana na kredowym papierze, ale jest w miękkiej okładce. Jakość papieru wołałaby chociaż o okładkę zintegrowaną. Albo z punktu widzenia wygody czytelnika, może lepszy byłby zwykły papier i zwykła okładka – byłoby lekko, wciąż ładnie i przyznaję bardzo przyjemnie dla oka  - plus za grafikę.

Książka ma u mnie bardzo duży plus. I jak się okazuje blogerzy mogą pisać dobre książki. Czekam kolejnej części!



Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Burda Książki.